Szukaj:
 

Rolnictwo to ciężki kawałek chleba

Są młodzi, pełni odwagi, ambicji i zapału. Wiedzą, że na sukces trzeba ciężko pracować, inwestować w sprzęt, rozwijać gospodarstwo. Mają najnowocześniejszą wolnostanowiskowa oborę na bydło mleczne w całej gminie Kaczory.

U Borutów rolnictwo to tradycja rodzinna. Ojciec prowadził gospodarstwo w Morzewie. Później na współwłasność kupił z synem majątek popegeerowski w Krzewinie. Po czasie swoją część przkazał drugiemu synowi, Szczepanowi, który z rolnictwem od dawna wiązał swą przyszłość. Teraz obaj bracia prowadzą wspólne gospodarstwo, którego podstawą jest hodowla bydła mlecznego. Mowa tu o ponad 200 sztukach bydła, w tym ponad 100 sztukach krów dojnych.

Szczepan współgospodarzy z żoną, Kingą. Oboje ukończyli szkolę rolniczą, mają dwie córki. Wstają codziennie o 4.30 rano i są na nogach do późnego wieczora. Szczepan:-Łatwy chleb to nie jest, ale można dobrze żyć, tylko trzeba ciągle iść do przodu, kupować nowe maszyny, nowe ciągniki, inwestować w gospodarstwo. Wstajemy więc o 4.30, idziemy do udoju (mamy hale udojowa 2 razy 8 sztuk, czyli jednorazowo doi się 16 krów ), następnie jest oprzęt, mieszanie pasz, 8-8.30 - śniadanie, znowu praca, obiad, itp. Drugi udój ok. 17.00. Do tego trzeba doliczyć zajęcia żniwne, prasowanie słomy, przygotowywanie kiszonki. Praca w gospodarstwie jest na okrągło - świątek, piątek i w niedzielę. Tu nie ma urlopów, choć czasem umówimy się z bratem, że raz on gdzieś wyjedzie, raz ja. Możemy się wtedy nawzajem zastąpić. Pani Kinga mówi, że najwięcej problemów jest zasze z wszelkimi sprawami formalnymi. Trzeba dopilnować papiery w bankach, urzędach, agencjach. Trzeba się znać na księgowości, na VAT. I należy bardzo uważać, bo wszędzie można się natknąć na jakieś haczyki. -To - mówi pani Kinga - tylko rozprasza, niepotrzebnie odciąga ludzi od pracy.

Dzisiejsze gospodarstwa rolne bardzo różnią się od tych prowadzonych przed wstąpieniem Polski do Unii. Rolnik to przedsiębiorca, obsadzony na wielu etatach. Wykonuje prace fizyczne, prace biurowe, jest sobie dyrektorem, księgowym, sekretarką. - Codziennie mam nawet do 40 telefonów - mówi pan Szczepan. - Dzwonią urzędnicy, dostawcy, przetstawiciele handlowi, weterynaria, kontrole. Jak w firmie.

Czego chcą od życia Kinga i Szczepan Borutowie? Zeby nie było gorzej i żeby dopisywało zdrowie.

(acz)


a